Antymateria jest "lustrzanym" odbiciem materii. Każda poznana cząstka elementarna ma swój odpowiednik "lustrzany", czyli antycząstkę. Na przykład antycząstką elektronu jest antyelektron zwany pozytonem, protonu antyproton, neutronu antyneutron itd.
Różnica między cząstką a antycząstką polega na tym, iż mają przeciwne znaki ładunku elektrycznego. Wówczas, na przykład, w polu magnetycznym cząstka i antycząstka będą poruszać się po identycznie zakrzywionych torach, jednak te zakrzywienia będą w odwrotnym kierunku - dzięki temu fizycy zidentyfikowali pozyton. Gdyby przyjąć, że w trakcie Wielkiego Wybuchu powstało tyle samo materii co antymaterii to by znaczyło, że nadal utrzymuje się ta równowaga.
Jednak tak nie jest - obserwuje się śladowe ilości antymaterii. Antymateria mogła "zniknąć" tylko w procesie anihilacji, czyli spotkania się ze swoją "lustrzaną" cząstką i zgodnie z równaniem E=mc2 zamienić w energię fotonów. Jeśli jednak było tyle samo materii i antymaterii, to oznacza, że proces anihilacji nie był symetryczny i z jakiegoś powodu powstała „niewielka” nadwyżka materii, z której to powstały gwiazdy, planety, galaktyki.
W wielkim zderzaczu hadronów (LHC – Large Hadron Collider), czyli takich cząstek jak proton, uzyskuje się tak dużą ilość energii, że mogą powstać warunki do kreacji par cząstka-antycząstka, które w mgnieniu oka anihilują i pozostaje po nich czysta energia. Obserwacja zjawisk kreacji, a szczególnie anihilacji, może odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie: gdzie się podziała antymateria?